ŻYCZENIA O. WŁADYSŁAWA NA BOŻE NARODZENIE 2025

„Maleńka miłość w żłobie śpi, Maleńka Miłość przy Matce Świętej.
Dziś cała Ziemia i niebo lśni dla tej miłości maleńkiej.
Porzućmy zło przestańmy złem się bawić.
I czystą łzą spróbujmy serce zbawić.
Już nadszedł czas już dziecię się zbudziło.
A razem z Nim, maleńka przyszła miłość.” (Eleni, 1986)

Drogi Księże Piotrze i drodzy Rodacy,

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia pragnę Wam wszystkim złożyć najserdeczniejsze życzenia. Niech Boże Dziecię przyniesie pokój i szczęście do Waszych serc i do Waszych Rodzin. Niech dobry Bóg pozwala Wam dostrzegać swoją dyskretną bliskość pośród codziennych trudów i różnorakich wyzwań. Życzę każdemu z Was Radosnego Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku!

Przy okazji życzeń świątecznych chcę się z Wami podzielić kilkoma informacjami z mojego życia w Papui Nowej Gwinei. Jestem wykładowcą teologii w jedynym w kraju wyższym seminarium, które tu nazywamy Catholic Theological Institute. Ta nazwa stąd, ponieważ studiują tu nie tylko młodzi mężczyźni przygotowujący się do kapłaństwa, ale też osoby świeckie, przede wszystkim studiujące filozofię. W minionym roku uczyło się tu blisko 130 studentów, z czego dziesięciu to osoby świeckie. W naszym Instytucie studiują też anglikanie; w tym roku było ich tylko dwóch. A nawet była jedna studentka filozofii, która należała do Kościoła zielonoświątkowców. Jednak w minioną Wielkanoc przyjęła chrzest w Kościele katolickim. W listopadowym „Misjonarzu” można znaleźć krótką historię jej życia oraz jej zauroczenie Eucharystią, które przyciągnęło ją do Kościoła. Chrześcijaństwo tutaj ma krótką historię, bo nieco ponad 100 lat. Stąd zdarza się, że niektórzy wierni porzucają Kościół katolicki dla innych wspólnot wyznaniowych, których jest tutaj cała masa. Często ma to podłoże materialne; niektóre wspólnoty opłacają młodzieży studia, a później starają się ją promować na ważne stanowiska w swoich instytucjach. Dla tutejszych, często biednych ludzi, jest to wielka pokusa. Potrzeba więc ciągłej formacji w wierze. A to z kolei jest wielkim wyzwaniem, bo praktycznie wszystkie diecezje cierpią na niedostatek kapłanów i sióstr zakonnych. Wiele parafii jest bez księdza. Biskupi wciąż szukają możliwości sprowadzenia misjonarzy i misjonarek. W naszym Instytucie na dwudziestu wykładowców, tylko trzech to miejscowi profesorowie.

Rok akademicki w Papui Nowej Gwinei podzielony jest na trzy trzymiesięczne trymestry. Zwykle w każdym trymestrze uczę trzech przedmiotów. Drugi trymestr w tym roku akademickim był nieco inny, bo miałem wykłady tylko z jednego przedmiotu. A to dlatego, że prezydent Instytutu wyjechał na wakacje do Polski i zastępowałem go w administracji. Mogłem więc zobaczyć, jak funkcjonuje od wewnątrz taka instytucja w Papui Nowej Gwinei i z jakimi wyzwaniami trzeba się mierzyć. Chociaż wszystko jest niby takie same, jak gdzie indziej na świecie, to jednak ludzie są inni. Poznałem różne urzędy w mieście; co prawda urzędnicy są grzeczni, ale wszędzie trzeba czekać. Tutaj nadal są długie kolejki i ludzie cierpliwie przesiadają się z krzesełka na krzesełko; bywa, że przez parę godzin, by w końcu dostać się do okienka. Mogłem też poznać tutejsze realia z nieco innej strony. Wydaje się, że większość ludzi żyje na długach. Zaraz po wypłacie starają się spłacić najpilniejsze zaciągnięte pożyczki, a potem przychodzą po następne. I to się nigdy nie kończy. To oczywiście odbija się na stylu życia i braku planowania. Dlatego jest to swoisty chaos i chyba też poważna przeszkoda w rozwoju, bo wszystko jest nieprzewidywalne. Zresztą o Papui Nowej Gwinei mówi się, że jest to „nieprzewidywalny kraj” (land of unexpected). I coś z tego jest. Trudno przewidzieć, co się może wydarzyć i jak w jakiejś sytuacji zareagują ludzie. Piszę o tym nieco na internetowym blogu Równoleżnik M  (https://rownoleznik.werbisci.pl/index.php/blog/kontynenty/jutro-inny-dzien).

Jednak trzeba przyznać, że wielu ludzi traktuje nas misjonarzy życzliwie. W czasie wakacyjnym dojeżdżałem na parafię św. Piotra Chanela w Erimie, gdzie proboszczem jest o. Michał, pochodzący ze Stróży. W tym roku był on na urlopie w Polsce. W porannych Mszach Św. o 6.30 uczestniczyło około 30 osób. Co sobotę, przy okazji sprzątania kościoła, była też okazja do spowiedzi, do której przystępowało wielu wiernych. To taki tutejszy zwyczaj nazywany „sobotnią pokutą” (Saturday penance), który wprowadzili dawni misjonarze i na wielu parafiach przetrwał do dzisiaj. W parafii w Erimie działają różne grupy; szczególnie aktywne są tzw. Legion of Mary i Grupa Bożego Miłosierdzia. Wierni bardzo doceniali to, że mogli uczestniczyć w codziennej Eucharystii.

Najbliższe Boże Narodzenie i Nowy Rok spędzę na parafii Emaous Parish w Passam w diecezji Wewak, tj. na północnym wybrzeżu Papui Nowej Gwinei. Parafia od kilku miesięcy jest bez proboszcza, bo młody kapłan, który tam był nagle zachorował i zmarł. Biskup Józef Roszyński SVD (pochodzący z obecnej parafii ks. Jurka Waresiaka), nie ma na razie nikogo, aby posłać na tą parafię.

Dziękuję Wam za wszelki rodzaj zainteresowania i wsparcia. Dziękuję tym z Was, którzy zorganizowali się w Margaretki i regularnie o mnie pamiętają. Dziękuję za intencje Mszy Św., którymi czasem dzielę się też z innymi misjonarzami. Jesteśmy Wam za nie bardzo wdzięczni. Wasza pomoc sprawia, że czasami możemy pomóc ludziom potrzebującym.

Niech dobry Bóg Wam wszystkim hojnie błogosławi.

Z Bogiem

o. Władysław Madziar SVD

Boże Narodzenie 2025